poniedziałek, 10 listopada 2014

Rozdział 2.

Debby
-Deborah... - usłyszałam głos mojej mamy. Wiem, co ona chce powiedzieć, ale ja nie chcę tego zrobić.
-Otwórz oczy... Jesteśmy już w Londynie! - nazwę miasta wypowiedziała bardzo piskliwie, więc musiałam spojrzeć na widok z samolotu.
Witaj ponownie, Londyn.
Wymusiłam się na uśmiech do Luke'a i pokazałam mu kciuk do góry. Luke nigdy nie był w Anglii, więc był  trochę zmieszany.
-Nie bój się. Zachowaj spokój i myśl pozytywnie. - wymamrotałam do jego ucha, by zapewnić siebie bardziej, niż jego.
-Okay. - odpowiedział.
-Okay - uśmiechnęłam się i chłopak zaczął się szczerzyć, jak głupi do sera. Dać mu tylko książkę do przeczytania.
Jakiś czas później byliśmy już na lotnisku i czekaliśmy na nasze walizki. Za chwilę mieliśmy spotkać po raz pierwszy naszego nowego "tatę". Mama traktowała ten związek bardzo poważnie, że z tego powodu postanowiła się do niego przeprowadzić, a mnie i Luke traktowała, jak bagaż.
Dziwne jest uczucie, że zaraz możesz spotkać swojego nowego opiekuna. Drugiego opiekuna. Przejmowałam się? No jasne, będę musiała z nim spędzać każdy nowy dzień, każde śniadanie, każdy obiad, każdą kolację, każde wszystko i każde nic. Poznam nową miłość mojej mamy. Nic mi o nim nie opowiadała, więc nie wiem, jak wygląda, czy ma brodę, piegi, albo zmarszczki. Mam tylko nadzieję, że lubi dzieci.
Mama podeszła do nas z naszymi walizkami i zaczęła długą przemowę.
- Wiecie, że on jest dla mnie ważny, więc dlatego tu jesteśmy. Proszę was, zachowujcie się dobrze. Luke, język za zębami. Deborah, wciągnij brzuch. Myślę, że chyba jest teraz wszystko jasne.
Auć, zabolało, ale zrobiłam, o co prosiła, więc wydawało się, że jestem szczupła. Przytuliłam małego Ryan'a i poszłam z nim za mamą, kiedy trzymaliśmy się za ręce, by chyba pokazać swoje wsparcie sobie nawzajem.
- Mama mi mówiła, że jest miły i lubi dzieci. - powiedział chłopiec i uśmiechnął się, pokazując swoje dołeczki, co było bardzo urocze. - Myślę, że będzie fajnie mieszkać z kimś nowym. Mieć tatę.
Uśmiechnęłam się i poszliśmy dalej. Przy wyjściu zobaczyliśmy zdyszanego mężczyznę, a mama, kiedy go zobaczyła, pobiegła i uwiesiła się na jego szyji. Luke wyprzedził mnie, a pan odczepił się od Tina'y.
-Ty musisz być Luke, tak? - chłopak spojrzał się na mojego brata - Ja jestem Ben, a ty? - zwrócił się do mnie.

I tak rozpoczęła się nasza znajomość.
***
Minęło kilka dni odkąd zamieszkaliśmy w nowym domu. Budynek znajdował się na przedmieściach Londynu, co było naprawdę wygodniejsze, niż w Pittsburghu. Można w pewnym sensie powiedzieć, że polubiłam Ben'a, mimo tego krótkiego czasu. Nawet Tina jest teraz spokojniejsza i milsza w stosunku do mnie, co jest naprawdę nie małym szokiem. Pozwoliła mi trenować troszkę później, niż planowała, ponieważ przeprowadzka była dla mnie dużym szokiem. Czas wolny szybko zleciał i dzisiaj musiałam rozpocząć dzień od lodowiska.
Wstałam z łóżka z wielkim trudem. Chciałam założyć kapcie, ale ich nie było obok mojego łóżka. Zmusiłam się do otworzenia oczu i zaczęłam szukać butów. Nie było ich pod łóżkiem. Miałam już się poddać, kiedy zobaczyłam psa Ben'a w drzwiach, który w pysku miał jeden z moich kapci.
- Cher! - krzyknęłam wkurzona, a pies zaczął uciekać. - Fajnie!
Szybko wstałam i pobiegłam za nim. Usłyszałam stukanie łap po schodkach, więc skierowałam się w jego kierunku. W biegu nawet kilka razy się zaśmiałam, bo to było nawet zabawne. Biegnąc przez kuchnię, wywróciłam się i wybuchłam śmiechem, a pies w ciągu kilku sekund był obok mnie. Ktoś też zaczął się śmiać. To był Ben, który już jadł śniadanie.
-Pobudka przez ślinę Cher? - zaśmiał się.
- Nie, kradzież kapci. Policja zajmuje się takimi rzeczami? - powiedziałam, wstając z podłogi, uprzednio zabierając jeden obśliniony przedmiot od psa.
-Sądzę, że niestety nie. - mężczyzna uśmiechnął się do mnie. - Zjedz ze mną jajecznicę.
-Okay. - powiedziałam i usiadłam przy stole, a Ben podał mi talerz z obiecanym jedzeniem. - Też lubisz z warzywami? - spytałam zaskoczona.
- Jajecznica musi być pożywna, a nie sucha, jak chleb. - uśmiechnął się. To nie miało sensu, ale ok.
Zjadłam posiłek i szybko pobiegłam na górę się przebrać. Ubrałam dresy i koszulkę z ulubionym zespołem Green Day. Upięłam włosy w kucyk i wzięłam plecak z łyżwami.
Lodowisko znajdowało się w pobliżu, więc nie musiałam się spieszyć. Nie przejmowałam się, że wyglądam jak szczur, bo dawniej nikogo o 6 nad ranem w wakacje nie widywałam na ulicy. Weszłam do budynku i zaczęłam szukać wejścia do szatni, by zostawić tam swoje rzeczy. Po kilku minutach znalazłam je i ubrałam łyżwy. Po kilku minutach znajdowałam się już na lodzie i robiłam małe rozciąganie przed prawidłowymi akrobacjami. Zaczęłam od Axla. To jeden z podstawowych skoków. Trzeba wyskoczyć z przodu i znajdować się w tym momencie na zewnętrznej krawędzi lewej łyżwy, a prawą nogą natomiast się zamachnąć, by zrobić skok. Brzmi prosto, ale to jest naprawdę trudne. Można się pomylić i dostać to na konkursie ujemne punkty. Zrobiłam Lutza i Filpa, a później postanowiłam włączyć muzykę, by zrobić początkowe przymiarki do nowego programu. Wybrałam piosenkę Jessie Ware - Say You Love Me, bo miała idealny rytm dla mojego stylu. Postanowiłam ponieść się muzyce i zrobić pierwszą jazdę dla zabawy, a nie z ustalonej choreografii. Na samym początku wykonałam skakaną trójkę, Axla, Salchowa i inne wraz z sekwencjami. Brzmi to tak profesjonalnie, aż nie wiem, kiedy nauczyłam się tego nazewnictwa. Kiedy muzyka przestała grać, obróciłam się w stronę tablicy, ale zamiast niej zobaczyłam jakiegoś chłopaka.
-Miło się patrzyło? - krzyknęłam w jego kierunku.
Tina powiedziała mi, żeby w takich sytuacjach uważać, ponieważ ktoś mógł nasłać pracownika, by sprawdził, co ćwiczę. Nie wierzyłam w to, ale zawsze trzeba być ostrożnym.
-Bardzo miło. - odkrzynął.
Prychnęłam pod nosem i szybko podjechałam do wyjścia. Chciałam się zapaść pod ziemię. Nawet nie zauważyłam, kiedy chłopak zdołał podejść bliżej. Nerwowymi ruchami odwiązywałam sznurówki.
-Pierwszy raz widzę kogoś tutaj tak wcześnie. - powiedział spokojnie.
Założyłam moje przetarte tenisówki i wstałam. Chciałam już wyjść, ale chłopak mnie złapał za nadgarstek. Bardzo się wtedy przestraszyłam, Co jeśli jest pedofilem, albo seryjnym zabójcą.
Oh, Debby, zamknij się.
- Nie musisz się denerować. Ja tylko tutaj pracuję. - odparł, jakby wyczuł, że jestem niepewna. Spojrzałam na niego pierwszy raz i stałam tam, jak słup. Był bardzo przystojny. Miał czerwone policzki. Jego brązowe oczy idealnie pasowały do odcienia jego włosów. Był ode mnie wyższy o kilkanaście centymetrów, a jego usta - poezja.
-Wszystko w porządku? - zaśmiał się i puścił mój nadgarstek.
-Um.. tak. - odparłam zdezorientowana.
-Niezły...
-Program?
- Ciało, ale program też. - uśmiechnął się i odszedł.
Co się właśnie stało? O mój boże, umieram. Nie mogłam się powstrzymać i patrzyłam się na jego tyły, kiedy odchodził.
-Niezły tyłek. - powiedziałam do siebie.
-Dzięki! - krzyknął z końca hali.
Usłyszał.. Wzięłam plecak i łyżwy. To był cholernie dziwny poranek.




Wiem, że się spóźniłam z rozdziałem, ale 3 gimba wymaga. Gratulacje dla osób, które czytają te wypociny. Co myślicie o tym fanfiction? Podoba wam się szablon? Macie jakieś uwagi do mojego stylu pisania? Proszę, napiszcie cokolwiek :)

czwartek, 4 września 2014

Rozdział 1.


Debby
Więc może zacznę tak.. Nazywam się Debby Ryan. W szkole jestem niczym pająk na suficie, to znaczy, że czasami ktoś na mnie zwróci uwagę, ale będzie miał w nosie, czy nadal żyję. Całkowitym przeciwieństwem mnie była moja siostra przyrodnia - Amy. Była bardzo lubiana i każdą ją podziwiał za urodę, którą odziedziczyła po swojej mamie, no i charakter też.  Ja raczej byłam odzwierciedleniem mojej babci, czyli cicha, łagodna i pomocna, ale też dusza artystyczna. Moje prace pojawiały się na ścianach sali plastycznej. Zawsze podpisywałam się na nich swoim „podpisem”. W sumie to nie wiem dlaczego, ale tak mi się przyjęło, ale skończyłam z malowaniem w podstawówce.
Jeśli chodzi o przyjaciół to.. ja nie mam ich. Jestem typem samotniczki, ale to nie jest główny powód.  Nigdy nie zaprzyjaźniłam się z kimś na stałe. No może była jedna przelotna "miłość", ale nie chcę o tym pamiętać. Zawsze to były nietrwałe znajomości. Czy mi to przeszkadzało? Skądże, kochałam to. Najlepsze, co mi się w życiu przytrafiło. Nie mam za kim tęsknić, bo nikogo nie straciłam. Proste.
Moim wielkim hobbym było łyżwiarstwo. Osiągnęłam już nawet kilka wzlotów w tym sporcie, ale nadal nie jestem w tym zauważana, co jest mi nawet na rękę. Moja mama, z którą mieszkam od rozwodu rodziców, jest profesjonalną trenerką łyżwiarek. Niestety, poznała tutaj, w Pittsburgh w stanie Pennsylvania, faceta, w którym się zakochała i właściwie jesteśmy teraz w przeprowadzce do Wielkiej Brytanii, bo on był brytyjczykiem. Byłam temu całkowicie przeciwna, ale to ona tu rządzi i w sumie panuje między mną, a nią zasada „dzieci i ryby głosu nie mają”. Mój starszy o rok brat Michael od rozwodu mieszka z moim ojcem, więc nie utrzymaliśmy dobrych relacji, ale moja mama adoptowała młodszego chłopczyka, który jest teraz oficjalnie moim drugim braciszkiem. Luke ma 12 lat i jest bardzo uroczy. Opiekuję się nim, jak własnym dzieckiem.
Otworzyłam moją szkolną szafkę i wyjęłam potrzebne mi książki na dzisiejszy, ostatni dzień w szkole. Kolejny dzień w tym chorym miejscu, gdzie dla każdego ważne są te ulotne wartości i przelotne znajomości . Bardzo tutaj nie pasuję. Jeszcze 1 dzień pocieszałam się, ale to i tak było za dużo, jak dla mnie. Uśmiechnęłam się blado i zamknęłam szafkę. Ruszyłam przed siebie i patrzyłam pod nogi myśląc tylko, że jeśli wytrzymam ten niecałe kilka lekcji to będę miała bardzo dużo czasu, by zająć się własnymi sprawami.
-Dzień dobry, pani Morisson. - uśmiechnęłam się do nauczycielki wchodząc do klasy matematycznej, która odwzajemniła go i odpowiedziała mi tym samym. Zajęłam moje miejsce i myślałam tylko, by ten dzień skończył się, jak najszybciej.
***
Koniec męczarni na dzisiaj. W końcu się doczekałam. Uśmiechnęłam się jeszcze wychodząc z klasy do nauczyciela i obładowana książkami szłam po korytarzu, myśląc tylko o bibliotece - mojej oazie spokoju. Miałam nadzieję, że później poczytam sobie w spokoju wybraną wcześniej książkę bez ciągłych komentarzy mamy, że nic nie robię, a powinnam trenować i się pakować do wyjazdu. Włożyłam książki do szafki i miałam ją zamknąć, kiedy zobaczyłam mały biały liścik przyczepiony do szafeczki. Może ktoś się pomylił, bo ja nie mam wielbicieli - pomyślałam. Jestem przecież nie widzialna. Rozejrzałam się po szkole mając nadzieję, że znajdę kogoś, kto jest odpowiedzialny za to. Niestety. Może to znów jakiś kawał. Otworzyłam kartkę i zdziwiłam się, bo zobaczyłam pismo mamy. 
„Jutro o 10 mamy samolot do Londynu. Dzisiaj masz ostatnią szansę, by się spakować. Całusy :)”
Przecież mogła wysłać smsa. Pewnie zostawiła telefon w biurze, a nie chciała mnie wyciągać z klasy na lekcji. Głośno westchnęłam i spakowałam ostatnie książki z mojej szafki do torby. Po skończeniu tej czynności, zamknęłam szafkę i kierowałam się do wyjścia z opustoszałej szkoły.
Amy
Nienawidzę tych momentów, kiedy muszę udawać, że jestem sztucznie miła. To chore, ale obiecałam sobie, że w tym liceum będę rządzić. To jedyne, co chcę i mogę zrobić.
Podeszłam do Alison, która znów dodawała sobie tapety na ryju. Kurwa, wkurwiała mnie, ale dzięki niej mam szacunek u innych.
-Hej - uśmiechnęłam się i oparłam ramieniem o szafkę.
-Jak żyjesz po wczorajszej? Ja mam lekkiego kaca. – fuknęła, malując rzęsy.
-Żyję. – odpowiedziałam, uśmiechając się do niej. Rozejrzałam się po korytarzu skanując każdą napotkaną twarz. W końcu ostatni dzień szkoły. Dzisiaj spokój, jutro - impreza, niedziela – kac i spotkanie z Ally. Ugh.
-Chłopaki jeszcze przyjdą w poniedziałek. - powiedziała odkładając tusz do kosmetyczki.
-Kto? - spytałam zrezygnowana. Miałam cichą nadzieję, że dzisiaj będziemy same i zrobimy sobie babski wieczór. 
-No Louis, Zayn, Liam, Harry i Niall. Horan to ten kujonek, co nie?
-Nie jest kujonem. Ma tylko dobre oceny.- fuknęłam.  
-Kujon to kujon. Nazywajmy ludzi po imieniu. - mruknęła zamykając szafkę. Chwilę potem pojechaliśmy do mojego domu jej samochodem. Na moje szczęście w ciszy. Jej piskliwy głos działał mi na nerwy, ale mam za to szacunek u innych.
Kiedy dojechałyśmy do mojego domu, Ally weszła pierwsza, krzycząc imię mojego mojej mamy. Nie usłyszeliśmy żadnej odpowiedzi, więc Alison weszła na górę do jego pokoju. Schodząc usłyszałam jej zadowolnie i zaraz pojawiła się w kuchni ze swoim dupskiem.
-Teren czysty. - wypaliła .
-Wiem. - powiedziałam przypominając sobie, że mama pojechała na zakupy.-Zadowolona? - fuknęłam.  
-Bardzo. - mruknęła i zabrała mi jedną z kanapek, które już zrobiłam. – Mniej masła, bo później idzie mi to w dupę.

Liam
Wszyscy wokół mnie chodzili zadowoleni z dzisiejszego wypadu na miasto. Tylko ja jestem dzisiaj jakiś zgaszony. 
-Stary, zakochałeś się? - zaczepił mnie Niall siedzący obok mnie na kanapie.
-Chciałbyś, Horan. - odpyskowałem.
-O czym tak myślisz? - ciągnął dalej Horan myśląc, że coś ode mnie wyciągnie. -Amy?- zapytał,przeciągając ostatnie litery jej imienia.
-Jutro będzie zajebista impreza. - wymyśliłem coś od czapy. Wstałem z kanapy i zacząłem się przygotowywać się do wyjścia. 

Oto pierwszy (nieciekawy) rozdział.W następnym na pewno bohaterowie się spotkają, ale niestety na kolejny rozdział trzeba poczekać :( Jestem w 3 gim, i już w pierwszym tygodniu mam zapowiedziane 5 sprawdzianów :/ Dostałam piękny szablon i mam nadzieję, że wam też się spodoba :) Każdy komentarz mnie motywuję, więc nie będę narzekać, jeśli go napiszecie :)

niedziela, 10 sierpnia 2014

Prolog



Debby


Czasami wole milczeć. Tak, bez żadnej recepty znikam. Milczenie jest piękne. Lubię tylko się patrzeć i nic nie mówić. W tych momentach jestem najszczęśliwsza. Patrzeć w oczy, nie otwierać ust. Całą swoją osobę, uczucia, rozterki i strach przekazywać spojrzeniem. W ten sposób można zobaczyć w człowieku więcej, niż rozmawiając z nim całymi dniami. Bo oczy są duszą. Lubię oczy.
Nie oglądaj się,nie potrzebuję twojej skruchy. Myślę, dlaczego zostawiłeś moją miłość za sobą. Czy nie mógłbyś mnie zmienić, gdybyś próbował.

Liam


Jest taki moment, kiedy zaczynasz się bać i za cholerę nie wiesz czego. Wszystkie te dobre uczucia nagle rozcieńczają się w tym strachu i znikają i chociaż najgorzej jest zostać z tym sam na sam, jakie inne wyjście? Zadzwonić do kogoś, pójść gdzieś i co powiedzieć?
"- Boję się."
"- Czego?"
"- Nie wiem."?




Harry



Co się dzieje z człowiekiem, gdy pęka mu serce?
Nic, zupełnie nic. Przecież żyje, pije herbatę, bierze prysznic, czyta książki, czasem nawet się uśmiechnie...
Z tym, że każda z tych czynności nie ma najmniejszego sensu, rozumiesz?





Niall




Ciało pamięta przelotny dotyk, pare godzin bycia z kimś zostaje na lata. Zapach, głos, tęsknota przypływa znikąd w środku dnia. W inżynierii nazywa się to pamięcią plastyczną materiału, w chemii pamięcią substratu, a w życiu  tęsknotą.






Louis





Życie potrafi być piękne nie tylko po procentach,
choć nie ukrywam, że też lubię taki rodzaj piękna.






Zayn



Chmiel na bezsenność, a sen - na bezmiłość. Poduszkę z chmielu gdy sobie umościsz, zaśnij, bo na cóż życie bez miłości..

Krokodyle są miłe. Próbują Cię zabić, by potem zjeść. Ludzie są gorsi. Zanim Cię zabiją i zjedzą, próbują się z Tobą zaprzyjaźnić.




Amy



Ta dziewczyna, która cały dzień śmieje się, uśmiecha i rozbawia wszystkich wokół. Ta dziewczyna, która wręcz ocieka optymizmem po nocach płacze i szlocha. Krzyczy z bólu, wije się na łóżku, jak dźgana nożem. Tak, rozkochał ją w sobie kolejny skurwysyn.







To nie w sumie taki normalny prolog, ale tak go sobie od początku wyobrażałam :/ Rozdział 1 dodam, kiedy uzupełnię całkowicie blog. Więęęcc musimy poczekać, aż dostanę zamówiony szablon i możemy ruszać :) Zwiastun już zrobiłam, więc możecie go obejrzeć, jeśli macie ochotę.
Jeśli choć w 1% zaciekawiło was to opowiadanie to proszę o komentarz xx